Szczere recenzje hoteli i kurortów od turystów, którzy tam byli. Zero cenzury, zero PR-owych laurek. 16850 zweryfikowanych opinii w bazie.
Ewa i Robert
grudzień 2025
Właśnie wróciliśmy z żoną z tygodniowego pobytu w okolicach Tossa de Mar. Zdecydowaliśmy się na wyjazd w grudniu i muszę przyznać, że to był świetny ruch. Jeśli ktoś szuka miejsca na odpoczynek od zgiełku, bez głośnej muzyki przy basenie, to jest to strzał w dziesiątkę. Mieszkaliśmy w hotelu Gran Reymar – bardzo spokojnie, obsługa na poziomie, a w restauracji jedliśmy prawdopodobnie najlepszą paellę z owocami morza w życiu. Cena za nocleg zimą była śmiesznie niska w porównaniu do szczytu sezonu, a pogoda dopisała – mieliśmy około 15-17 stopni, więc w sam raz na spacery wzdłuż wybrzeża. Costa Brava poza latem to zupełnie inne miejsce. Puste plaże, żadnych tłumów, tylko lokalni mieszkańcy i spokój. Bardzo nam pasowało, że nikt nie próbował nas wciągnąć w żadne animacje czy konkursy, czego szczerze nie cierpimy. Czuliśmy się bardzo bezpiecznie, nawet gdy wieczorami spacerowaliśmy po starym mieście. Co do jedzenia, warto unikać miejsc w ścisłym centrum, które wyglądają na nastawione tylko na turystów. My znaleźliśmy małą knajpkę dwie uliczki dalej od wybrzeża, gdzie kelner nie mówił zbyt dobrze po angielsku, ale jedzenie było fenomenalne. Z minusów to w zasadzie tylko temperatura wody, ale my i tak nie jesteśmy fanami kąpania się w morzu zimą, więc nam to nie przeszkadzało. Jeśli ktoś chce po prostu dobrze zjeść, pospacerować brzegiem morza i odpocząć od codzienności, to polecam ten kierunek właśnie poza sezonem.
Tomasz R.
kwiecień 2026
Właśnie wróciłem z tygodniowego wypadu na Maltę. Zatrzymałem się w AX Odycy w Bugibbie i muszę przyznać, że to był całkiem udany wyjazd, chociaż nie obyło się bez kilku drobnych zgrzytów. Hotel po rebrandingu wygląda naprawdę świeżo, wszystko jest nowoczesne i czyste, co przy mojej wiośnianej wyprawie było miłą odmianą. Jako solo traveler doceniam lokalizację – do przystanku autobusowego jest rzut beretem, więc bez problemu śmigałem do Valletty czy Mdiny za grosze. Samo śniadanie w formie bufetu jest w porządku, duży wybór, kawa ujdzie, ale jeśli chodzi o napoje do kolacji, to tutaj zaczynają się schody. Jak bierzesz opcję HB, to za wodę czy cokolwiek innego trzeba dopłacić, co przy budżetowym stylu podróżowania trochę irytuje, bo ceny w hotelowym barze nie są najniższe. Oprócz tego, wpadnijcie w pułapkę "opłaty za klimatyzację" (choć w marcu nie była potrzebna) albo płatnych ręczników basenowych przy zameldowaniu. Polecam po prostu mieć własny szybkoschnący ręcznik, żeby nie bawić się w depozyty. Dużym plusem jest jednak basen na dachu i widok na morze, który mam wrażenie, że robi większą robotę niż w innych hotelach w okolicy. Okolica Bugibby jest specyficzna, trochę głośna, ale wieczorami fajnie się tam spaceruje wzdłuż promenady. Jeśli chodzi o stosunek jakości do ceny, jest bardzo solidnie. Wydałem mniej, niż zakładałem, dzięki temu że sporo chodziłem pieszo po okolicy zamiast brać taksówki. Gdyby nie te doliczane drobnostki, byłoby idealne 10, a tak daję mocną dziewiątkę za standard pokoju i łatwą komunikację z resztą wyspy.
Aneta P.
listopad 2025
Wróciliśmy właśnie z Pointe aux Piments i mam mieszane uczucia. Wybraliśmy to miejsce, bo szukaliśmy czegoś spokojniejszego niż Grand Baie, i faktycznie – jest tu kameralnie, ale plaża to nie jest ten pocztówkowy piasek, jakiego można się spodziewać na Mauritiusie. W wodzie jest sporo kamieni i jeżowców, więc buty do pływania to mus, zwłaszcza przy mojej nastoletniej córce, która wiecznie gdzieś biega. Mieszkaliśmy w hotelu typu resort, pokój był całkiem spory, sprzątany codziennie, chociaż pod łóżkiem znalazłam kurz z poprzedniego turnusu, więc z tą sterylną czystością bywa różnie. Największym wyzwaniem były leżaki. Walka o nie zaczynała się o 7 rano. Jeśli nie wstałaś przed śniadaniem i nie położyłaś ręcznika, to do południa lądowałaś na piasku. Do tego serwis w restauracji działał strasznie wolno, momentami czekaliśmy wieczorami na napoje po 20 minut, co przy zmęczonym nastolatku jest przepisem na katastrofę. Ceny w lokalnych sklepikach przy drodze też nie należą do najniższych, więc jeśli zapomnisz kremu z filtrem, przygotuj portfel na konkretny wydatek. Jesień na Mauritiusie to świetna pogoda, nie było upałów nie do zniesienia, tylko przyjemne 26-27 stopni, więc to był duży plus. Dałabym 7/10 za spokój i ładne zachody słońca, ale organizacja obsługi w naszym hotelu mocno kuleje. Jeśli ktoś nastawia się na luksusowe leniuchowanie w pełnym komforcie, to radzę dwa razy sprawdzić opinie o konkretnym obiekcie, bo tutaj standardy są dosyć luźne.
Ewa i Robert
październik 2025
Wróciliśmy właśnie z Psalidi na Kos, byliśmy tam we wrześniu we dwoje. Szukaliśmy miejsca, gdzie nikt nie będzie nam skakać przed oczami z mikrofonem i zachęcać do aqua aerobiku, no i w sumie w naszym hotelu (zatrzymaliśmy się w Kipriotis Maris) było pod tym względem super. Cicho, spokojnie, dużo leżaków, zero tłumów. Jeśli chodzi o jedzenie, to było bardzo w porządku – dużo ryb, świeże owoce, lokalne sery, nikt nie oszczędzał na jakości produktów. Wieczorami było bardzo bezpiecznie, spacerowaliśmy wzdłuż wybrzeża do miasta Kos i nikt nas nie zaczepiał, co dla nas po pięćdziesiątce jest ważne. Samo Psalidi jest dość specyficzne, bo plaże są tu mocno kamieniste i szczerze mówiąc, bez butów do wody nie ma co wchodzić. Woda czysta, ale wchodzi się raczej po drabince albo po śliskich kamieniach. Ceny w lokalnych tawernach też trochę wyższe niż w głębi wyspy, za obiad dla dwojga z winem liczyliśmy średnio 50-60 euro. Ogólnie odpoczęliśmy, nikt nas nie męczył, ale drugi raz chyba wybralibyśmy hotel z piaszczystą plażą, bo trochę nam tego piasku brakowało pod stopami. Jeśli ktoś szuka spokoju i nie przeszkadzają mu kamienie, to miejsce jest jak najbardziej odpowiednie. Brakowało nam też trochę więcej zieleni bezpośrednio przy samej linii brzegowej, trochę tam wieje od morza, więc warto mieć coś cieplejszego na wieczorne spacery, mimo że to wrzesień.
Ewa i Robert
sierpień 2025
Wróciliśmy właśnie z Guitart Central Park w Lloret de Mar i muszę przyznać, że było znacznie lepiej niż się spodziewaliśmy po opiniach w necie. Mamy z żoną po 50-tce i szczerze mówiąc, baliśmy się, że to będzie imprezownia pełna hałaśliwej młodzieży, bo to w końcu Lloret. Na szczęście trafiliśmy do strefy, która była dość spokojna, więc udało się odpocząć. Hotel jest ogromny, to taki trochę kombajn, ale dobrze zarządzany. Największy plus to jedzenie. Serio, w Hiszpanii bywaliśmy często, ale tutaj bufet był naprawdę wysokiej jakości. Dużo świeżych ryb, owoce morza, fajny wybór lokalnych serów, no i zawsze dało się znaleźć coś lekkiego, a nie tylko frytki. Jeśli chodzi o animacje, to są, ale nikt nas nie zmuszał do wygłupów przy basenie, co dla nas jest kluczowe. Spędzaliśmy czas głównie na basenie przy naszym budynku, było w miarę luźno. Co do bezpieczeństwa, to obiekt jest dobrze pilnowany, wszędzie karty magnetyczne, nie miałem wrażenia, że ktoś obcy kręci się po terenie. Oczywiście minusem są kolejki do baru w szczycie sezonu, ale to standard przy takim obłożeniu. Do plaży jest kawałek spacerem, około 10 minut, spacerkiem przez miasto, co nam akurat pasowało, bo zawsze to trochę ruchu. Płaciliśmy za tydzień przyzwoitą kwotę jak na lipiec i uważam, że stosunek jakości do ceny jest świetny. Jeśli ktoś szuka miejsca, gdzie ma wszystko w jednym i nie chce się stresować, to jest to dobry wybór. Warto tylko poprosić o pokój z dala od głównej sceny, jeśli chcecie pospać w ciszy. My na pewno będziemy dobrze wspominać ten wyjazd.
Ewa i Robert
październik 2025
Wróciliśmy właśnie z mężem z dwutygodniowego pobytu w L' Oceanica w Camyuva. Szukaliśmy czegoś na wrzesień, żeby uniknąć tłumów i skwaru, i to był strzał w dziesiątkę. Jesteśmy po 50-tce, więc zależało nam przede wszystkim na świętym spokoju, a ten hotel pod tym względem nas zachwycił. Nikt nas nie wyciągał na siłę do wody, nie było dudniącej muzyki przy basenie przez cały dzień – dla nas to ogromny plus. Hotel jest położony w bardzo przyjemnej okolicy, góry robią niesamowite wrażenie, a do plaży idzie się krótką alejką, co jest nawet przyjemne po obfitym śniadaniu. Jedzenie oceniam bardzo wysoko, zwłaszcza ryby i tureckie mezze. Kelnerzy byli pomocni, rzadko kiedy trzeba było czekać na wolny stolik, a kawa z ekspresu smakowała jak kawa, a nie lura z automatu. Pokoje czyste, sprzątane codziennie, chociaż meble widać, że mają swoje lata, ale w niczym to nam nie przeszkadzało. Czuliśmy się bezpiecznie, obsługa była dyskretna i fachowa. Jedyny mały zgrzyt to kwestia leżaków rano, bo niektórzy turyści jak zwykle „rezerwowali” je ręcznikami przed śniadaniem, mimo że obsługa próbowała z tym walczyć. Mimo to, 9/10 wystawiam z czystym sumieniem. Jeśli ktoś szuka miejsca, żeby odpocząć od zgiełku i zjeść konkretne, smaczne jedzenie, będzie zadowolony. Polecam wybrać się na spacer do pobliskiego centrum Camyuva, jest tam cicho i swojsko, zupełnie inaczej niż w samym Kemer.
Karolina M.
wrzesień 2025
Wróciliśmy właśnie z Royal Dragon w Side i ogólnie wyjazd oceniam bardzo wysoko, dzieciaki nie chciały wracać do domu. Byliśmy tam w połowie października, pogoda była super, idealna na basen, bo woda też była jeszcze w miarę ciepła. Hotel robi wrażenie swoim wyglądem, trochę taki chiński styl, ale w środku jest czysto i zadbanie. Jeśli chodzi o baseny, to jest tam po prostu raj dla dzieci, zjeżdżalnie robią robotę i małe od rana do wieczora tam siedziały. Jedzenie w restauracji głównej było naprawdę w porządku – duży wybór, zawsze można było znaleźć coś, co dzieciaki zjedzą, a to u nas jest wyczyn. Świeże owoce, dobre mięsa, chociaż po tygodniu trochę się to wszystko nudzi, ale to standard w takich dużych hotelach. Teraz minusy, żeby nie było tak kolorowo. Największy problem to hałas. Wieczorne animacje są robione z takim rozmachem, że w pokoju z oknami na basen słychać wszystko jak na dłoni. Jeśli macie małe dzieci, które kładą się spać wcześniej, to koniecznie proście o pokój od strony wejścia albo w spokojniejszej części, bo inaczej nie zaśniecie przed północą. My przez to mieliśmy kilka ciężkich nocy. Poza tym biuro podróży wszystko zorganizowało sprawnie, transfery punktualnie, żadnych problemów z zameldowaniem. Obsługa w barze przy basenie bywała momentami zakręcona przez tłumy, ale generalnie mili ludzie. Mimo lekkiego hałasu, 9/10 leci spokojnie, bo stosunek jakości do ceny w po sezonie był mega korzystny.
Marek i Ola
listopad 2025
Właśnie wróciliśmy z Sun Club Eldorado w Tolleric i szczerze mówiąc, jesteśmy pozytywnie zaskoczeni. Szukaliśmy czegoś bez wrzeszczących dzieciaków i tłumów przy basenie, więc jesienny termin był strzałem w dziesiątkę. Hotel ma swój klimat, to nie jest jakiś nowoczesny, sterylny moloch, tylko kompleks w stylu miniosiedla, co nam bardzo pasowało. Pokoje proste, czyste, bez żadnych luksusów, ale przecież nie przyjechaliśmy tam siedzieć w środku. Obsługa jest całkowicie na luzie, nikt tu nie udaje wielkiego eleganta, co dla nas było mega plusem, bo nie lubimy takiego sztywnego traktowania. Jedzenie było konkretne, zawsze dało się znaleźć coś dobrego, a wino do obiadu w opcji all inclusive całkiem zjadliwe. Najbardziej podobały nam się długie spacery wzdłuż wybrzeża, bo okolica Tolleric jest trochę odcięta od głównego zgiełku Majorki, co daje fajny spokój. Jeśli ktoś szuka imprez do rana, to tu raczej się zanudzi, ale dla pary po trzydziestce, która chce po prostu posiedzieć z drinkiem, powłóczyć się po skałkach i nie przejmować garniturem, to jest idealna opcja. No i widoki na morze z tych tarasów przy barze robią robotę, zwłaszcza jak słońce zaczyna zachodzić. Oczywiście przydałoby się odświeżenie niektórych mebli w pokojach, bo widać po nich ząb czasu, ale w sumie nie przeszkadzało nam to w niczym. Na pewno wrócimy, jak będziemy potrzebowali resetu pod koniec roku.
Ewa i Robert
sierpień 2025
Spędziliśmy tydzień w Taghazout w hotelu Hyatt Place i szczerze mówiąc, spodziewaliśmy się czegoś spokojniejszego. Mamy po 50-tce, więc szukaliśmy miejsca na totalny reset, ale Taghazout to w tej chwili głównie plac budowy wymieszany z surferską wioską. Samo miasteczko jest dość chaotyczne, wszędzie pył, bo budują tam jakieś nowe apartamentowce. Jeśli chodzi o hotel, to pokoje były czyste i obsługa naprawdę miła, ale cena 800 złotych za noc ze śniadaniem to lekkie nieporozumienie przy tym, co jest na zewnątrz. Kuchnia marokańska wiadomo, zawsze na plus – tagine z jagnięciną w lokalnej knajpce przy plaży smakował wybitnie, za obiad dla dwóch osób płaciliśmy około 120-150 dirhamów, więc tutaj nie ma się do czego przyczepić. Co do atmosfery, to było dla nas za dużo nachalnych sprzedawców na każdym kroku. Ledwo człowiek usiadł na kawę, a już ktoś próbował wcisnąć deskę do surfingu albo wycieczkę. Może dla 20-latków to jest klimat, ale my szukaliśmy spokoju, a dostaliśmy ciągły hałas skuterów i muzykę z barów na plaży do późnej nocy. Jeśli ktoś liczy na luksusowy relaks, to średnio to widzę. Plaża w samym Taghazout też nie powala, zwłaszcza jak się trafi na odpływ, to zostaje tylko mokry piach i mnóstwo ludzi z deskami. Plusem był jedynie brak nachalnych animatorów w hotelu, co bardzo doceniliśmy. Było bezpiecznie, ludzie byli pomocni, ale chyba po prostu nie trafiliśmy w swój klimat. Wracamy do Europy, ale drugi raz w te strony już się nie wybierzemy.
Tomasz R.
luty 2026
Wpadłem do Contessy w Argassi teraz, zimą, kiedy połowa wyspy śpi, więc cena była całkiem spoko jak za pokój solo. Generalnie hotel jest w porządku, czysto, pościel świeża, a łazienka naprawdę w dobrym stanie, co w Grecji nie zawsze jest oczywiste. Jako że dużo chodzę pieszo po okolicy, lokalizacja jest idealna – wszędzie blisko, do centrum Argassi rzut beretem, a i na nogach da się dojść w stronę Zante Town, jeśli ktoś lubi spacerować. Obsługa była miła, nikt nie robił problemów, że melduję się poza typowym sezonem. Muszę jednak ostrzec innych podróżników, którzy liczą każdy grosz – hotel ma swoje sposoby na wyciągnięcie dodatkowej kasy. Zaskoczyła mnie płatna klimatyzacja (choć zimą głównie potrzebowałem grzejnika, to w opisie nie było to jasno zaznaczone jako dodatkowa opcja) oraz dość słabe Wi-Fi w pokoju, za które też trzeba było dopłacić, jeśli chciało się mieć przyzwoitą prędkość. To irytujące, bo w dzisiejszych czasach to powinno być w standardzie. Dodatkowo, jeśli planujecie trzymać cokolwiek w sejfie, też przyszykujcie drobne. Jak na budżetowy wyjazd, to trochę psuje wrażenie, więc warto doliczyć te parę euro dziennie do budżetu przed przyjazdem. Śniadania proste, kawa z automatu nie porywa, ale na start dnia wystarczy. Gdyby nie te ekstra opłaty, dałbym pewnie dychę, a tak jest mocne 9. Jak masz ograniczony budżet, to da się tu przeżyć bardzo wygodnie, pod warunkiem, że czytasz drobny druk przy check-inie.
Piotr K.
marzec 2026
Jako że byłem w Marina di Zambrone dekadę temu jeszcze jako dzieciak, miałem spore oczekiwania. Wybraliśmy się z żoną w maju, bo liczyliśmy na spokój przed głównym sezonem i muszę przyznać, że pogoda była idealna – ciepło, ale nie upalnie. Zatrzymaliśmy się w jednym z tych większych resortów przy plaży. Jeśli chodzi o sam hotel, to widać, że lata świetności ma za sobą. W ofercie zdjęcia wyglądały na świeżo po remoncie, a na miejscu dostaliśmy pokój, w którym meble pamiętają chyba jeszcze czasy, kiedy byłem tu pierwszy raz. Klimatyzacja działała na szczęście bez zarzutu, bo to podstawa. Plaża za to jest nadal obłędna – ten jasny piasek i przejrzysta woda bronią się same, nawet jak leżaki są już trochę sfatygowane. Śniadania serwowane w hotelu były dość monotonne, ciągle to samo, więc po trzecim dniu chodziliśmy już do pobliskiej kawiarni na prawdziwe cappuccino i rogalika za 3 euro, zamiast jeść ten hotelowy gumowy ser. Obsługa w recepcji była w porządku, choć trzeba się uzbroić w cierpliwość, bo Włosi nigdzie się nie spieszą. Wieczorami w miasteczku trochę smutno, bo większość knajp jeszcze była zamknięta, ale dzięki temu nie było tłumów i zgiełku. Ogólnie miejsce jest przepiękne krajobrazowo, ale hotel potrzebuje solidnej ekipy remontowej, bo za te pieniądze oczekiwałbym jednak odrobinę wyższego standardu niż "lata 90. w pełnej krasie". Jeśli szukacie miejsca nastawionego tylko na leżenie i patrzenie w morze, to będziecie zadowoleni, ale nie nastawiajcie się na luksusy z katalogu.
Karolina M.
luty 2026
Wróciliśmy właśnie z tygodniowego pobytu w Blue Marine Resort. Byliśmy z dwójką dzieci, 6 i 9 lat, przez biuro podróży. Muszę przyznać, że baliśmy się trochę czy w styczniu na Krecie będzie co robić, ale było naprawdę w porządku. Hotel jest położony na wzniesieniu, więc widoki na morze z balkonu mieliśmy pierwsza klasa, chociaż wiatr potrafił tam nieźle wiać. Największym plusem był dla nas basen wewnętrzny – dzieciaki siedziały w nim codziennie po kilka godzin, woda była ciepła, więc nie trzeba było się martwić, że się przeziębią. Jeśli chodzi o jedzenie, to serio nie mam się do czego przyczepić. Codziennie było coś innego, sporo ryb, świeże owoce i super desery. Obsługa w restauracji bardzo miła, nawet jak dzieciaki narobiły trochę bałaganu przy stoliku, to nikt nie robił problemów. Jedyny minus to wieczory. Mieliśmy pokój dość blisko lobby i w jedną sobotę jakaś animacja czy muzyka grała tak głośno, że dzieci nie mogły zasnąć do 22:30. Nie jest to wielki dramat, ale warto prosić o pokój w cichszej części obiektu. Do Agios Nikolaos wybraliśmy się raz autobusem, bilet kosztował grosze, a miasteczko jest super urokliwe, nawet poza sezonem. Ogólnie daję 9 na 10, bo odpoczęliśmy, jedzenie było konkretne, a obsługa nie była nachalna. Jak ktoś szuka spokojnego miejsca na regenerację z rodziną, to myślę, że będzie zadowolony. My na pewno rozważymy powrót, bo w Polsce w tym czasie jest szaro i buro, a tam człowiek przynajmniej złapał trochę światła.
Marek i Ola
styczeń 2026
Właśnie wróciliśmy z Club Bentota i szczerze mówiąc, był to jeden z naszych lepszych wyjazdów. Wybraliśmy się tam w styczniu, żeby uciec przed polską szarówką i to był strzał w dziesiątkę. Hotel jest położony na takim półwyspie – z jednej strony rzeka, z drugiej ocean, więc żeby tam dotrzeć bierzesz krótką przeprawę łódką, co od razu ustawia klimat wakacji. Jako para po trzydziestce szukaliśmy miejsca, gdzie nikt nie skacze nad głową, i tutaj faktycznie było spokojnie. Fajnie, że nie było czuć takiego sztucznego, korporacyjnego zadęcia. Obsługa uśmiechnięta, kelnerzy w barze szybko łapali, co pijemy i nie trzeba było się o nic prosić. Jedzenie w all inclusive było w porządku, dużo ryb i lokalnych curry, choć po tygodniu trochę się nudzi. Największy plus to plaża – jest ogromna, pusta i idealna na długie spacery o zachodzie słońca. Można było wyjść z ręcznikiem i znaleźć miejsce 50 metrów od kogokolwiek. Pokoje mają już swoje lata, widać, że wymagają lekkiego odświeżenia, ale wszystko działało, a sprzątaczki robiły robotę solidnie. Nie liczcie na nowoczesny design w stylu instagramowych hoteli, to raczej klimat „stara dobra szkoła”. Dla nas 9/10, bo czuliśmy się bardzo swobodnie. Jeśli chcecie po prostu leżeć na plaży, czytać książki i pić drinki bez przebodźcowania, to miejsce będzie idealne. Na pewno wrócimy, jak dopadnie nas znowu jesienna depresja.
Aneta P.
maj 2025
Wróciliśmy z córka tydzień temu i powiem szczerze, że jak na Turcję i ten standard cenowy, to jest naprawdę w porządku. Hotel po zmianie nazwy na Istanbul Beach to wciąż ten sam stary dobry Blauhimmel, więc wiedziałyśmy czego się spodziewać. Trafiłyśmy na fajny pokój w głównym budynku, było czysto, pościel zmieniana co dwa dni, a ręczniki codziennie. Klimatyzacja działała bez zarzutu, chociaż w maju nie było jeszcze jakichś strasznych upałów. Wiadomo, meble to już nie są najnowsze krzyki mody, ale wszystko sprawne, nic nie odpadało, a łazienka była porządnie wyszorowana, co dla mnie jest najważniejsze. Co do jedzenia – nie ma jakiegoś szału jak w hotelach pięciogwiazdkowych, ale głodni nie chodziliśmy. Największy plus to fakt, że nie trzeba było biegać z ręcznikami o 6 rano. Leżaków starczało dla każdego, zarówno przy basenie, jak i na plaży. Kolejki do baru oczywiście się zdarzały w szczycie, ale obsługa uwijała się dość szybko, więc nie staliśmy dłużej niż 5 minut po drinka czy kawę. Córka była zachwycona dostępem do wifi, bo działało nawet na plaży, co dla nastolatki jest kluczowe. Okolica Camyuva jest spokojna, można było zrobić fajny spacer wieczorem bez obaw. Jeśli ktoś szuka luksusów jak w Dubaju, to niech dopłaci trzy razy tyle, ale jak na wakacje na luzie, żeby odpocząć i najeść się do syta, to ten hotel wypada bardzo przyzwoicie.
Marek i Ola
sierpień 2025
Wróciliśmy właśnie z tygodniowego pobytu w Delphin Diva i muszę przyznać, że to był strzał w dziesiątkę. Jesteśmy po trzydziestce, chcieliśmy głównie odpocząć bez biegania za dziećmi i ciągłego hałasu, więc to był świetny wybór. Hotel jest duży, ale jakoś tak rozplanowany, że nie czuć tłumów. Jeśli chodzi o jedzenie, to w ogóle nie ma się do czego przyczepić. Śniadania ogromne, na kolacje zawsze coś świeżego z grilla, a drinki w barze przy plaży robili całkiem konkretne, a nie same lód z colą. Pokoje czyste, sprzątane codziennie, minibar uzupełniany bez przypominania. Bardzo nam pasowało to, że obsługa jest na luzie, nie ma tego sztywnego kelnerowania, każdy uśmiechnięty i pomocny. Plaża super, serwis leżakowy działał bez zarzutu, o 9 rano spokojnie znajdowaliśmy miejsce w pierwszym rzędzie. Jedyny minus to może wieczorne animacje, które czasem były trochę zbyt głośne przy naszym pokoju, ale wystarczyło zamknąć balkon i było okej. Fajnie, że jest gdzie pospacerować wieczorem po terenie hotelu. Wydaliśmy na ten wyjazd sporo, ale patrząc na jakość serwowanego alkoholu i jedzenia, uważam, że było warto. Na pewno wrócimy za rok, bo ciężko znaleźć w tej okolicy coś równie solidnego, gdzie po prostu nikt ci nie zawraca głowy i można się w pełni zresetować.
Aneta P.
sierpień 2025
Właśnie wróciłyśmy z córką (15 lat) z tygodniowego pobytu w Glaros i powiem szczerze, że to był strzał w dziesiątkę, jeśli ktoś szuka bazy wypadowej, a nie siedzenia w hotelu 24/7. Pokój dostaliśmy na drugim piętrze, był skromny, ale mega czysty, co dla mnie jest najważniejsze. Łóżka wygodne, klimatyzacja działała bez zarzutu, więc w nocy dało się normalnie spać, mimo że Hersonissos tętni życiem do rana. Co do czystości, to panie sprzątaczki naprawdę się starają, ręczniki wymieniane regularnie. Największy plus to lokalizacja. Wychodzisz z hotelu i po 2-3 minutach jesteś przy plaży, a do wszystkich sklepów i restauracji masz rzut beretem. Jedyna rzecz, która trochę irytuje, to walka o leżaki rano. Wiadomo, standard w Grecji, trzeba zejść przed śniadaniem, żeby mieć miejsce przy basenie, bo później robi się tłok. Śniadania poprawne, nic wybitnego, ale każdy znajdzie coś dla siebie – jajka, ser, jogurt grecki był zawsze świeży. Kolejki do kawomatu bywały spore jak się przyszło o gorszej porze, więc warto być wcześniej. Córka była zachwycona szybkim Wi-Fi w lobby i przy basenie, co przy nastolatce jest kluczową kwestią przeżycia wyjazdu. Jeśli szukacie luksusów i marmurów, to nie ten adres, ale jak chcecie czyste miejsce w samym sercu miasta, blisko morza i z miłą obsługą, to Glaros jest idealne. My na pewno rozważymy powrót w przyszłym roku, bo cena do jakości wychodzi bardzo uczciwie.
Tomasz R.
sierpień 2025
Spędziłem w Ibiscus Corfu tydzień w lipcu i powiem szczerze, że jak na budżetowy wyjazd, jestem naprawdę zadowolony. Hotel leży w świetnym miejscu, kawałek od centrum Rody, więc w nocy nie słychać tych wszystkich hałasów z ulicy, co jest mega plusem. Dla mnie, jako osoby, która większość czasu spędza na łażeniu po okolicy i sprawdzaniu lokalnych plaż, to była idealna baza wypadowa. Pokoje proste, bez zbędnych luksusów, ale czysto i klimatyzacja działała bez zarzutu, co przy tym upale było ratunkiem. Śniadania może bez szału, typowy bufet, ale głodny nigdy nie chodziłem. Oczywiście, jak to bywa w Grecji, trzeba uważać na ukryte haczyki. Od razu ostrzegam, że za sejf w pokoju życzą sobie dopłatę, więc lepiej nie zostawiać cennych rzeczy na widoku, jeśli nie macie zamiaru za to płacić. Do tego dochodzi ten nieszczęsny klimatyczny podatek turystyczny, który trzeba ogarnąć na miejscu – niby nic wielkiego, ale dobrze mieć na to odliczone euro w gotówce, żeby nie było zdziwienia przy check-inie. No i leżaki przy basenie czasem bywają „zaklepane” ręcznikami już o 8 rano, ale ja tam wolałem iść na piechotę w stronę Acharavi, gdzie jest sporo dzikszych miejscówek. Obsługa bardzo w porządku, nikt się nie czepiał, że wracałem późno po nocnych spacerach. Ogólnie, jeśli planujesz zwiedzać wyspę na własną rękę, a nie siedzisz tylko z drinkiem w dłoni, to miejsce jest jak najbardziej okej. Stosunek jakości do ceny uważam za bardzo uczciwy, szczególnie w tak turystycznej części Korfu.
Aneta P.
sierpień 2025
Wróciliśmy właśnie z tygodniowego pobytu w Steigenberger Marhaba Thalasso w Hammamecie. Muszę przyznać, że był to jeden z naszych lepszych wyjazdów w Tunezji, a trochę już tych hoteli widzieliśmy. Jechałam z nastoletnią córką, więc priorytetem był internet (działał całkiem sprawnie, nawet przy basenie) i w miarę cywilizowane warunki. Pokój dostaliśmy przestronny, z widokiem na ogród, co było super, bo nie było tak głośno od animacji wieczorami. Czystość w pokoju na plus, sprzątaczka zaglądała codziennie, ręczniki wymieniane regularnie bez żadnego proszenia się. Co do basenów, to rano jest walka o leżaki, jak wszędzie. Chcesz mieć miejsce w cieniu przy samym basenie, to trzeba przed ósmą zejść z ręcznikiem, inaczej zostaje trawnik dalej. Jeśli chodzi o jedzenie, to szału nie ma, ale nie można narzekać – zawsze znalazłyśmy coś dobrego, choć przy kolacji na głównym bufecie bywają konkretne kolejki do dań z grilla. Najlepiej przychodzić albo zaraz po otwarciu, albo pod koniec, wtedy luźniej. Plaża super, piasek drobny, wejście do wody łagodne, co jest dużym plusem. Obsługa w barze przy plaży sympatyczna, nie wyczułam jakiegoś faworyzowania tylko dlatego, że nie daliśmy napiwku od razu, choć oczywiście warto wrzucić parę dinarów za miły serwis. Generalnie 9/10, bo zawsze coś się znajdzie, np. klimatyzacja w lobby mogłaby działać mocniej, bo czasami człowiek czuł się jak w saunie, ale sam standard hotelu bardzo na plus. Jeśli szukacie miejsca, gdzie nie trzeba się wstydzić czystości i jakości, to tutaj będziecie zadowoleni.
Ewa i Robert
styczeń 2026
Wróciliśmy właśnie z dwutygodniowego pobytu w Leisure Lodge w Diani i muszę przyznać, że to był strzał w dziesiątkę. Jesteśmy z żoną po pięćdziesiątce i jeździmy na wakacje, żeby odpocząć, a nie żeby nas ktoś ciągnął za rękę na aerobik czy inne animacje. Tutaj nikt nas nie męczył, był święty spokój, którego tak bardzo potrzebowaliśmy. Hotel jest rozległy, więc nawet jak było pełne obłożenie, to w ogóle tego nie czuć. Jeśli chodzi o kuchnię, to dla mnie 10/10. Każdego wieczoru wybór był ogromny, zawsze świeże owoce morza, świetne curry i sporo lokalnych specjałów, które w końcu smakują jak prawdziwa Kenia, a nie mdłe jedzenie dla turystów. Śniadania na tarasie z widokiem na ocean to coś, za co warto dopłacić. Ochrona w hotelu jest bardzo dyskretna, ale widać ich na każdym kroku, więc czuliśmy się bardzo bezpiecznie, nawet gdy wychodziliśmy wieczorem na plażę. Plaża pod hotelem jest piękna, chociaż trzeba uważać na tzw. beach boysów, ale wystarczy kilka razy grzecznie odmówić i dają spokój. Pokoje może pamiętają czasy swojej świetności i przydałby się im delikatny lifting, ale wszystko było bardzo czyste, a obsługa w recepcji działała sprawnie. Warto wziąć pod uwagę, że to nie jest nowoczesny, sterylny moloch, tylko obiekt z duszą i pięknym ogrodem, w którym biegają małpy – uważajcie tylko na nie, bo potrafią ukraść kanapkę z talerza, jak się człowiek zagapi! Generalnie, jeśli szukacie miejsca, gdzie nikt nie skacze nad głową, dobrze zjecie i chcecie się wyciszyć, to szczerze polecam. Wrócimy tu za rok.
Karolina M.
lipiec 2025
Właśnie wróciliśmy z 10-dniowego pobytu w Grand Palladium na Sycylii. Lecieliśmy z biurem podróży i szczerze mówiąc, to był jeden z lepszych wyjazdów rodzinnych w ostatnich latach. Mamy dwójkę dzieci w wieku 6 i 9 lat, więc dla nas kluczowe było jedzenie i baseny, no i tutaj hotel dowiózł na poziomie. Posiłki w bufecie to naprawdę spory wybór, dużo owoców morza, świeże pasty, no i dzieciaki nie marudziły, bo zawsze znalazły pizzę albo nuggets'y jak im się znudziły włoskie smaki. Baseny są super, szczególnie ten typu infinity, widok na morze przy zachodzie słońca robi robotę, tylko trzeba pamiętać, żeby rano lecieć z ręcznikami, bo leżaki szybko znikają. Pokoje czyste, sprzątane codziennie, wszystko wygląda na dość świeżo odnowione po zmianie nazwy z Fiesta. Teraz minusy – wieczorne animacje. Jesteśmy rodziną, która lubi pospać albo chociaż wyciszyć się przed snem, a niestety muzyka z amfiteatru dudniła w pokoju aż do 23:00, więc jeśli dostaniecie pokój blisko głównego budynku, to przygotujcie się na to. Plaża bezpośrednio przy hotelu w porządku, ale kamienista, więc koniecznie weźcie buty do wody, bo boso to dramat. Ogólnie, jak na włoskie standardy, to hotel jest bardzo solidny i nie ma się do czego przyczepić poza tym hałasem wieczorem. Zapłaciliśmy za cały pakiet niemało, ale w sumie było warto, bo dzieciaki wybawiły się za wszystkie czasy. Jak szukacie miejsca, gdzie nie trzeba się martwić o obiad czy lody dla dzieci, to polecam, ale poproście o pokój gdzieś dalej od głównej sceny, bo będziecie mieli spokojniejszy wieczór.
Aneta P.
sierpień 2025
Właśnie wróciłyśmy z córką z Sharm (hotel Albatros), no i powiem szczerze: średnio. Wybrałyśmy to miejsce na wakacje w czerwcu, bo miało być tanio i słonecznie, ale rzeczywistość trochę zderzyła się z ładnymi zdjęciami w necie. Pokój w głównym budynku niby sprzątany codziennie, ale pan, który tam zaglądał, chyba tylko wymieniał ręczniki, bo pod łóżkiem kurzu było chyba z poprzedniego sezonu. Wyposażenie stare, szafa śmierdziała stęchlizną, więc wszystko trzymałyśmy w walizkach. Jeśli chodzi o jedzenie, to standard – monotonne, ale nikt głodny nie chodził. Najgorsze były kolejki po cokolwiek do picia w barze przy basenie. W 40-stopniowym upale czekanie 15 minut na ciepłą colę to jakiś żart. Leżaki to osobna historia – jak nie wstałaś o 6 rano z ręcznikiem, to mogłaś zapomnieć o cieniu, chyba że liczyłaś na szczęście. Córka praktycznie cały wyjazd przesiedziała w telefonie, bo animacje dla nastolatków praktycznie nie istniały, a woda w basenie była tak nagrzana, że ciężko było się ochłodzić. Do morza spory kawałek, zejście z pomostu wąskie i ciągle zator, bo ludzie nie potrafią się wymijać. Plusem była rafa, bo pływanie z rurką to faktycznie inna liga niż u nas nad Bałtykiem, ale sam hotel to takie mocne 3 gwiazdki, mimo że sprzedawany jako 5. Drugi raz bym nie wróciła, szkoda kasy na taką przeciętność. Lepiej dołożyć parę stówek i poszukać czegoś nowszego.
Ewa i Robert
lipiec 2025
Wróciliśmy właśnie z tygodniowego pobytu w Hersonissos i szczerze mówiąc, mieszane mamy uczucia. Jako para po pięćdziesiątce liczyliśmy na grecki spokój, a trafiliśmy w sam środek imprezowego zagłębia. Nasz hotel był w miarę w porządku, ale ta lokalizacja to był błąd. W dzień jeszcze jako tako, można było przejść się wzdłuż wybrzeża, ale wieczorami to jest jeden wielki hałas, setki młodych ludzi biegających z drinkami i muzyka dudniąca z każdego kąta. Co do jedzenia, to w tawernach jest smacznie, polecam zwłaszcza małą knajpkę przy porcie, gdzie za kolację dla dwóch osób z winem płaciliśmy około 60 euro, ale trzeba się naszukać, żeby znaleźć coś autentycznego, a nie tylko fast-food dla turystów. Najbardziej męczyły nas te hotelowe animacje - głośne prowadzenie zabaw przy basenie od rana do wieczora skutecznie wybijało z rytmu. Chcieliśmy wypocząć na leżaku z książką, a kończyło się na ucieczce na bardziej odludne plaże poza miastem. Jeśli jesteście młodzi i chcecie imprez do rana, to pewnie będziecie zachwyceni. Jeśli jednak, tak jak my, szukacie klimatycznego miejsca na spokojny wieczór z kieliszkiem ouzo przy szumie morza, to lepiej rozejrzyjcie się za mniejszą miejscowością na Krecie. Plus za to, że czuliśmy się bezpiecznie, nikt nas nie zaczepiał, a obsługa w restauracjach była miła, choć widać duże zmęczenie sezonem. Drugi raz do samego Hersonissos już nie wrócimy, chociaż sama wyspa jest piękna, co potwierdziły nasze wycieczki wynajętym autem w głąb lądu.
Piotr K.
czerwiec 2025
Po jakiś sześciu latach wróciłem do Tigaki, bo kiedyś bardzo mi się tu podobało. Padło na K.Ilios i szczerze mówiąc, miałem pewne obawy, czy hotel nie podupadł, jak to często bywa z popularnymi miejscówkami. Na szczęście moje obawy okazały się bezpodstawne. Resort jest zadbany, widać, że dbają o zieleń, a pokoje są po jakimś odświeżeniu. Trafiliśmy na pokój przy basenie – niby fajnie, ale momentami było głośno przez dzieciaki, więc jak ktoś ceni spokój, lepiej prosić o coś dalej. Jedzenie? Za tę cenę jest naprawdę solidnie. Nie liczcie na wykwintną kuchnię jak w restauracjach z gwiazdkami, ale śniadania były świeże, zawsze ciepłe bułki, niezła kawa z automatu i sporo owoców. Obiadokolacje też spoko, choć po tygodniu trochę się nudzą, ale taka już uroda hotelowego bufetu. Do plaży jest kawałek pieszo, ale to przyjemny spacer przez miasteczko, więc nam to w ogóle nie przeszkadzało. Obsługa przemiła, w recepcji dziewczyna wszystko nam wytłumaczyła przy zameldowaniu. Czystość w pokoju bez zarzutu, ręczniki wymieniane regularnie. W porównaniu z tym, co czytałem w ofertach biur podróży, to tutaj rzeczywistość wcale nie była „podkoloryzowana”. Dostałem dokładnie to, za co zapłaciłem, a nawet miałem wrażenie, że atmosfera jest bardziej domowa niż w tych wielkich molochach. Jeśli szukacie miejsca bez zadęcia, gdzie można po prostu odpocząć i zjeść uczciwy posiłek, to K.Ilios jest bardzo uczciwym wyborem. Wróciłbym tam bez wahania, nawet za rok, bo Tigaki ma w sobie to coś, co sprawia, że człowiek przestaje patrzeć na zegarek.
Piotr K.
maj 2025
Wróciłem do El Arenal po dekadzie przerwy. Szczerze mówiąc, miałem pewne obawy, bo pamiętam te rejony jako wielką imprezownię, w której ciężko o spokojny sen. Wybór padł na HSM Reina del Mar i muszę przyznać, że to był strzał w dziesiątkę, szczególnie jak na tę cenę. Byłem tam na przełomie kwietnia i maja, więc było jeszcze dosyć kameralnie, bez dzikich tłumów pod oknami. Hotel wygląda na odświeżony, widać, że inwestują w to miejsce, bo pokoje prezentowały się znacznie lepiej niż to, co pamiętam ze starych ofert biur podróży sprzed lat – czysto, funkcjonalnie, bez grzyba w łazience i z działającą klimą. Obsługa bardzo w porządku, nikt nie robił problemów przy wcześniejszym zameldowaniu. Jedzenie to taki standardowy bufet – bez fajerwerków, ale nikt głodny nie chodził, a wybór pieczywa i owoców na śniadanie był całkiem niezły. Największy plus za lokalizację, bo do plaży jest rzut beretem, a jednocześnie hotel jest na tyle oddalony od głównej promenady, że dało się wyspać. Oczywiście, jak to na Majorce, ściany nie są wygłuszone jak w bunkrze, więc jak trafią się głośni sąsiedzi, to wszystko słychać, ale na szczęście u mnie było spokojnie. Jeśli ktoś szuka bazy wypadowej, żeby pozwiedzać wyspę, a nie tylko siedzieć w hotelu, to Reina del Mar jest naprawdę solidnym wyborem. Nie ma tu luksusów z pięciu gwiazdek, ale wszystko działa jak należy i nie czujesz się oszukany, przeglądając zdjęcia w internecie. Wrócę tu pewnie za rok, kiedy znowu najdzie mnie ochota na tanie latanie przed pełnym sezonem.