Szczere recenzje hoteli i kurortów od turystów, którzy tam byli. Zero cenzury, zero PR-owych laurek. 16850 zweryfikowanych opinii w bazie.
Piotr K.
grudzień 2025
Byłem w tym miejscu jeszcze jak nazywało się Fiesta, dobre 10 lat temu. Potem słyszałem różne opinie, ale że trafiłem na tanie loty do Palermo w styczniu, postanowiłem sprawdzić, co się zmieniło po rebrandingach. Szczerze? Jestem pozytywnie zaskoczony. Hotel po przejęciu przez Palladium przeszedł konkretne odświeżenie i widać, że inwestują w standard, żeby nie był to tylko kolejny podupadający kurort. Na plus na pewno czystość w pokojach, meble wyglądają na dość nowe i wreszcie nie czuć tego stęchłego zapachu, który kojarzył mi się ze starym obiektem. Jedzenie w formie bufetu było bardzo przyzwoite, codziennie jakaś świeża ryba, a nie tylko makarony. Oczywiście w zimie to miejsce wygląda zupełnie inaczej niż w lipcu – jest cisza, spokój, żadnego hałasu z animacji, co dla mnie było ogromnym plusem. Obsługa wciąż bardzo włoska w swoim podejściu, czyli "bez pośpiechu", ale przynajmniej nie było nachalności. Za pokój ze śniadaniem i obiadokolacją zapłaciliśmy naprawdę śmieszne pieniądze w porównaniu do tego, co liczą sobie w sezonie, więc stosunek jakości do ceny oceniam na mocną dziewiątkę. Wiadomo, że w styczniu w Sycylii nie ma co liczyć na plażowanie, ale do spacerów po okolicy i bazy wypadowej do Cefalu jest idealnie. Jeśli ktoś liczy na luksusy z katalogu za pięć gwiazdek, to może się lekko zdziwić, bo to wciąż jest mocny standard wakacyjny, a nie butikowy hotel w środku miasta, ale dla kogoś kto szuka odpoczynku bez tłumów, to strzał w dziesiątkę.
Ewa i Robert
wrzesień 2025
Jesteśmy z żoną po pięćdziesiątce i w tym roku postawiliśmy na Bułgarię we wrześniu. Wybór padł na hotel Madara w Złotych Piaskach i szczerze mówiąc, był to strzał w dziesiątkę. Po sezonie jest tu wreszcie cisza, której szukaliśmy, bo w lipcu czy sierpniu pewnie byłby tu niezły zgiełk. Zależało nam na tym, żeby wieczorami nie waliła basowa muzyka pod oknami i faktycznie, animacje były bardzo stonowane, wręcz dyskretne, co dla nas było ogromnym plusem. Jeśli chodzi o jedzenie, to nie ma się do czego przyczepić. Wszystko świeże, duży wybór sałatek, no i mięsa zawsze dobrze doprawione. Żona jest wybredna, ale tutaj zawsze znalazła coś dla siebie. Pokoje czyste, sprzątane regularnie, może wystrój trąci trochę latami 90., ale to w niczym nie przeszkadza przy takim standardzie obsługi. Co ważne, czuliśmy się bardzo bezpiecznie, zarówno na terenie obiektu, jak i podczas spacerów w okolicę. Do morza trzeba trochę dojść, ale spacer był nawet przyjemny, zwłaszcza że pogoda we wrześniu dopisała – około 25 stopni, idealnie na wycieczki bez duchoty. Obsługa kelnerska bardzo miła, szczególnie starszy pan w barze przy basenie, zawsze uśmiechnięty i bez łaski nalewał kawę. Nie ma tu żadnych zbędnych luksusów, ale wszystko działa jak należy. Jak ktoś szuka miejsca na odpoczynek od zgiełku i dobrego jedzenia w uczciwej cenie, to Madara będzie w sam raz. My jesteśmy bardzo zadowoleni i pewnie jeszcze wrócimy za rok, bo w tym terminie klimat w Bułgarii jest dla nas idealny.
Ewa i Robert
listopad 2025
Wróciliśmy właśnie z tygodniowego pobytu w Ramsau am Dachstein i szczerze mówiąc, to był strzał w dziesiątkę. Szukaliśmy z żoną czegoś spokojnego, bez tych wszystkich głośnych animacji i tłumów, które spotyka się w popularnych kurortach. Jesień w Alpach ma niesamowity klimat, powietrze jest rześkie, a kolory na drzewach po prostu urywają głowę. Zatrzymaliśmy się w rodzinnym pensjonacie blisko centrum i było dokładnie tak, jak lubimy – cicho, czysto i bardzo życzliwie. Jeśli ktoś szuka miejsca na prawdziwy odpoczynek po pięćdziesiątce, to tutaj będzie Pan/Pani wniebowzięta. Bardzo nam pasowało, że nie ma tu tego sztucznego parcia na rozrywkę 24/7. Jedzenie na miejscu, w lokalnych zajazdach, to bajka. Raz wybraliśmy się na porządną golonkę i kaiserschmarrn w pobliskiej gospodzie, wyszło około 45 euro za obiad dla nas dwojga z winem, więc jak na Austrię, cenowo akceptowalnie. Widoki na Dachstein z tarasu przy kawie to coś, czego długo nie zapomnimy. Poczucie bezpieczeństwa jest na poziomie 10/10, wieczorem spacerowaliśmy do kościółka i ani razu nie czuliśmy żadnego niepokoju. Jedyna rzecz, na którą trzeba uważać, to planowanie wycieczek kolejką, bo jak jest wiatr, to potrafią ją zamknąć z godziny na godzinę, co nam się przydarzyło we wtorek. Poza tym – pełen relaks. Dużo ławek na szlakach, gdzie można po prostu usiąść i gapić się w góry, nie martwiąc się, że ktoś będzie nas zagadywał czy namawiał na jakieś „atrakcje”. Na pewno wrócimy tu za rok, może w nieco cieplejszym wrześniu, chociaż październik też miał swój urok.
Tomasz R.
kwiecień 2026
W L’Oceanica w Camyuva spędziłem tydzień w kwietniu. Jak na solo wyjazd budżetowy, to był strzał w dziesiątkę, bo ceny w tym terminie są jeszcze bardzo znośne. Sama miejscowość Camyuva jest super, jeśli nie lubisz siedzieć tylko w hotelu – codziennie robiłem po 15 kilometrów pieszo w stronę antycznego Phaselis, widoki są mega i nikt nie ciągnie cię za rękaw jak w samym centrum Kemer. Hotel jest czysty, pokoje może nie są z najnowszego katalogu, ale spałem wygodnie. Co do jedzenia, to w kwietniu wybór był całkiem spory, choć po trzech dniach miałem wrażenie, że wszystko smakuje podobnie, ale umówmy się – za te pieniądze nie jesz w restauracji z gwiazdką Michelin. Teraz o tym, co mnie wkurzyło: jak to w Turcji bywa, zawsze jest jakiś haczyk. Jeśli liczysz na pełne all inclusive, to przygotuj się, że niektóre lepsze alkohole w barze to płatna opcja, mimo że niby masz wszystko w cenie. Raz chciałem zamówić kawę mrożoną i babka przy barze od razu, że to extra płatne, choć w menu wyglądało jak część zwykłej karty. Polecam pić to, co dają w standardzie i nie pytać o wymyślne driny, bo doliczą wam do rachunku przy check-oucie, jak nie będziecie uważać. Internet w lobby działa bez zarzutu, ale w samym pokoju bywa różnie, więc jak potrzebujesz pracować, to musisz siedzieć na parterze. Plaża jest kamienista, więc koniecznie weź buty do wody, bo inaczej stopa cierpi przy każdym wejściu do morza. Generalnie jestem na tak, bo obsługa nie jest nachalna, a lokalizacja pozwala naprawdę dużo pozwiedzać na własną rękę bez wydawania fortuny na wycieczki z hotelowego biura.
Ewa i Robert
wrzesień 2025
Właśnie wróciliśmy z mężem z tygodniowego pobytu w HSM Reina del Mar i muszę przyznać, że to był strzał w dziesiątkę. Szukaliśmy miejsca na spokojny wypoczynek po sezonie, żeby uciec od hałasu i tłumów, i ten hotel okazał się idealny. Jesteśmy po pięćdziesiątce, więc zależało nam na kulturze i świętym spokoju, czego w El Arenal we wrześniu jest już sporo. Hotel jest czysty, obsługa bardzo w porządku, nikt nie wciskał nam na siłę żadnych dziwnych animacji czy głośnych zabaw przy basenie, co było dla nas ogromnym plusem. Jedzenie pozytywnie nas zaskoczyło. Śniadania klasyczne, dużo owoców, ale kolacje naprawdę smaczne – ryby zawsze świeże, spory wybór mięs i warzyw, wszystko ciepłe i dobrze doprawione. Nie trzeba było walczyć o stolik, co też jest ważne. Pokoje może nie są jak z żurnala, widać w nich trochę lat, ale wszystko działało, łóżka były wygodne, a klimatyzacja cicha. Okolica hotelu w tym terminie bardzo bezpieczna, chociaż wieczorami lubiliśmy siedzieć na tarasie przy drinku, niż włóczyć się po głównych ulicach. Jedyny minus to fakt, że słychać było trochę sąsiadów zza ściany, ale to już kwestia szczęścia. Za tę cenę uważam, że jakość jest naprawdę wysoka. Jeśli ktoś szuka miejsca, gdzie można zjeść dobrą kolację, posiedzieć w spokoju i blisko do morza, to myślę, że Reina del Mar będzie bardzo dobrym wyborem. My na pewno rozważymy powrót w przyszłym roku, bo relaks był pierwsza klasa.
Aneta P.
marzec 2026
Byliśmy w Side w połowie kwietnia, wybraliśmy hotel Side Star Beach. Ogólnie wakacje oceniam na mocne 8, bo trafiliśmy na super pogodę, było koło 25 stopni, idealnie na zwiedzanie bez tego całego upału. Pokój mieliśmy rodzinny, sprzątany codziennie, nic się nie kleiło, pościel świeża, więc tu nie mam się do czego przyczepić. Łazienka też schludna, bez grzyba pod prysznicem, co w Turcji bywa różnie. Jeśli chodzi o leżaki – w kwietniu hotel nie był obłożony na 100%, więc rano nie trzeba było biegać z ręcznikiem o 6 rano, żeby cokolwiek zająć przy basenie. Plaża super piaszczysta, zejście łagodne, bardzo praktyczne dla rodzin z dzieciakami, choć moja córka 15-letnia już trochę marudziła, że animacje w tym czasie są raczej dla emerytów z Niemiec. Faktycznie, średnia wieku w hotelu była dość wysoka. Jedzenie bardzo ok, dużo warzyw, codziennie ryba, nic nam nie zaszkodziło, a żołądki mamy wrażliwe. Kolejek przy bufecie nie było, może raz jak podawali jakiegoś pieczonego indyka, to trzeba było chwilę postać, ale to kwestia 3 minut. Największy plus to bliskość starówki w Side – spacerek brzegiem morza zajmuje może 15-20 minut, wchodzisz między ruiny, widać świątynię Apollina, bardzo ładnie to wygląda na zdjęciach. Z minusów: woda w basenie zewnętrznym była lodowata, córka tylko raz się odważyła wskoczyć. Wi-Fi w pokoju działało, ale jak połączyli się wszyscy goście wieczorami, to prędkość spadała do zera, trzeba było wychodzić do lobby, żeby cokolwiek załadować na Instagrama. Jak na wyjazd wiosenny, żeby odpocząć i trochę pozwiedzać, uważam, że było warto tej ceny, którą zapłaciliśmy.
Marek i Ola
październik 2025
Spędziliśmy w Ibiscus Corfu tydzień na przełomie września i października i szczerze mówiąc, to był strzał w dziesiątkę. Szukaliśmy czegoś bez dzieciaków, żeby w końcu odpocząć, i ten hotel okazał się dokładnie taki, jakiego potrzebowaliśmy. Nie jest to żaden luksusowy moloch z marmurami, tylko bardzo przyjemne, kameralne miejsce, gdzie obsługa zna cię z imienia po dwóch dniach i nikt nie robi problemu, jak zamówisz trzecią kawę albo piwko przy basenie. Jedzenie było naprawdę w porządku – wiadomo, w formule all inclusive zawsze po kilku dniach jest trochę powtarzalnie, ale wszystko świeże i lokalne. Szczególnie polubiliśmy kolacje na tarasie. Do plaży jest przysłowiowy rzut beretem, więc rano tylko wskakiwaliśmy w klapki i szliśmy się pomoczyć. Sama Roda to urocze miasteczko, wieczorami chodziliśmy na długie spacery wzdłuż brzegu, a potem siadaliśmy w jakiejś knajpce na wino, żeby poczuć klimat wyspy. Ceny w lokalnych sklepach za wino czy przekąski dość przystępne, chociaż przy opcji all inclusive rzadko ich potrzebowaliśmy. Największy plus za atmosferę. Nikt nie stoi nad głową, nie ma sztucznego uśmiechu, czuliśmy się po prostu swobodnie, jak u dobrych znajomych. Pokój mieliśmy dość prosty, bez fajerwerków, ale za to z działającą klimatyzacją i wygodnym łóżkiem, co dla nas było kluczowe. Jeśli nie szukacie animacji z tańcami przy basenie od rana do nocy, tylko chcecie poleżeć na leżaku z książką i pogadać z ludźmi wyluzowanymi tak jak wy, to Ibiscus będzie super opcją na jesienny wyjazd. My na pewno kiedyś tam wrócimy, bo w dzisiejszych czasach trudno o tak normalny, bezpretensjonalny klimat.
Aneta P.
styczeń 2026
Jesteśmy tu w lutym, skusiła nas promocyjna cena, ale szczerze mówiąc, drugi raz bym się nie zdecydowała. Hotel to taki standard trzy gwiazdki, przy czym czystość pozostawia wiele do życzenia. W łazience w naszym pokoju był spory grzyb w fugach pod prysznicem, a ręczniki, mimo że wymieniane, wyglądały na dość sfatygowane. Córka (15-latka) trochę narzekała na brak zasięgu Wi-Fi w pokoju, więc musiałyśmy siedzieć w lobby, gdzie wiecznie była kolejka do barmana. W ogóle w tym hotelu trzeba stać po wszystko. Śniadania to codziennie to samo – omlety z kolejka na 15 minut i kawa z automatu, która smakuje jak rozwodniony syrop. Jeśli chodzi o leżaki, to zimą było ich wystarczająco, bo ludzi mało, ale podejrzewam, że w sezonie to musi być jakaś walka o przetrwanie, bo sporo z nich było połamanych albo bez materacy. Sama okolica Tabarki jest ładna, zielona i inna niż typowa pustynna Tunezja, ale w lutym jest po prostu zimno i wieje tak, że głowę chce urwać. Plaża przy hotelu nie była sprzątana, pełno wyrzuconych przez morze patyków i plastików. Obsługa jest miła, dopóki nie masz problemu, bo jak poprosiłam o dodatkowy koc, bo w nocy wiało przez nieszczelne okno (strasznie huczało!), to czekałam dwie godziny. Dla dorosłych, którzy chcą tylko poczytać książkę i nie patrzą w kąty, może być okej, ale nastolatce tu się zwyczajnie nudzi, bo żadnych animacji nie ma, a basen wewnętrzny był tak zimny, że nikt nie wchodził.
Ewa i Robert
październik 2025
Właśnie wróciliśmy z żoną z tygodniowego pobytu w Royal Dragon w Side. Wybraliśmy termin październikowy, bo w szczycie sezonu nie lubimy tłumów i upałów. Hotel robi wrażenie, choć architektura w stylu chińskim to kwestia gustu, nam nawet pasowała. Najważniejsze, że było czysto i bezpiecznie, teren zadbany, a ochrona przy wejściu pilnuje porządku. Jedzenie było dużym plusem. Nie było takiej monotonii, jaką spotykaliśmy w innych tureckich hotelach. Szczególnie ryby na kolację i te ich tureckie przystawki meze smakowały nam najbardziej. Wybór owoców też całkiem spory. Co dla nas najważniejsze – udało nam się uniknąć hałaśliwych animacji. Animatorzy oczywiście pukali do drzwi czy zachęcali do zabaw przy głównym basenie, ale jak powiedzieliśmy, że chcemy leżeć spokojnie na leżaku z książką, to nikt nie robił problemów i dali nam święty spokój. Plaża jest tuż przy hotelu, zejście łagodne, piasek fajny, nie jakieś kamienie. Woda w połowie października wciąż była ciepła, dało się spokojnie pływać. Pieniądze wydane na ten wyjazd uważam za dobrze zainwestowane. Obsługa w restauracji sprawna, kelnerzy nie biegają w amoku, można było spokojnie zjeść kolację przy winie. Jedyny minus to fakt, że hotel jest ogromny i czasami trzeba było kawałek przejść przez lobby, żeby dostać się do pokoju, ale to drobiazg. Jak szukacie miejsca, gdzie nie ma krzyków w mikrofon przez cały dzień i można wypocząć w parze po pięćdziesiątce, to śmiało możecie rezerwować. My jesteśmy bardzo zadowoleni, oceniamy pobyt na solidne 9/10.
Marek i Ola
wrzesień 2025
Wróciliśmy z Bon Repos w Calelli tydzień temu i szczerze mówiąc, jesteśmy pozytywnie zaskoczeni. Szukaliśmy czegoś bez wrzeszczących dzieciaków i tłumów, więc jesienny termin był strzałem w dziesiątkę. Hotel nie jest może najnowszy, widać lekkie ślady zużycia w pokojach, ale wszystko było czyste i za tę cenę nie ma co narzekać. Nasz pokój miał fajny balkon, na którym wieczorami piliśmy wino kupione w pobliskim sklepie. All inclusive bardzo w porządku – wiadomo, to nie restauracja z gwiazdkami Michelin, ale jedzenie zawsze ciepłe, spory wybór ryb i świeżych owoców. Najbardziej doceniamy obsługę, bo nikt nie robił łaski, że w ogóle tam jesteśmy, co w wielu miejscach w Hiszpanii bywa różnie. Kelnerzy w barze byli uśmiechnięci, nawet jak braliśmy trzeciego drinka pod rząd. Do plaży jest rzut beretem, spacerkiem zajmowało nam to może 5-7 minut. Calella jesienią ma super klimat, nie ma takiej komercyjnej wibracji jak w wakacje, a wzdłuż wybrzeża można zrobić świetne kilkukilometrowe spacery. Wieczorami chodziliśmy do centrum na szybkie tapas i piwo, bo hotelowa animacja była, ale jakoś nas nie kusiła, wolimy własne tempo. Jeśli ktoś szuka luksusów z marmurami, to niech dopłaci drugie tyle do pięciogwiazdkowego resortu, ale dla pary, która chce odpocząć, najeść się, wypić drinka przy basenie i nie przejmować się niczym, Bon Repos to idealny wybór. Mimo że hotel jest dość duży, to w październiku nie było ścisku i zawsze znaleźliśmy wolny leżak bez konieczności rezerwowania go ręcznikami o 7 rano. Na pewno wrócimy tu za rok na jakiś przedłużony weekend, bo stosunek jakości do ceny jest po prostu uczciwy.
Piotr K.
listopad 2025
Wróciłem do Silver Beach Resort po jakichś siedmiu latach i powiem tak – nadal trzymają poziom. Wtedy jeździłem tu z dziewczyną, teraz z żoną i dzieciakami, więc patrzę na to trochę inaczej, ale wrażenia mam pozytywne. W październiku w Kavros jest już luźniej, woda jeszcze w miarę ciepła, a tłumy znikają, co dla mnie jest największym plusem. Jeśli chodzi o sam hotel, to odczucia są podobne do tego, co czytałem w ofercie, co wcale nie jest takie oczywiste w Grecji. Pokoje czyste, sprzątane codziennie, bez żadnych akcji z mrówkami czy niedziałającą klimą, co niestety w innych miejscówkach w tym rejonie zdarzało mi się już widzieć. Jedzenie w restauracji głównej było konkretne. Śniadania jak to śniadania, omlety, bekon, jakiś jogurt grecki, ale na obiadokolacje zawsze wjechała duszona jagnięcina albo ryba, więc nie było opcji, żeby wyjść głodnym. Wiadomo, meble przy basenie swoje lata świetności mają za sobą, ale wszystko jest sprawne i zadbane, nikt nie żałuje kasy na konserwację. Największy sztos to plaża tuż pod nosem – wystarczy przejść przez ogród i już masz piasek pod stopami. Leżaki w październiku były dostępne od ręki, nie trzeba było lecieć z ręcznikiem o szóstej rano, żeby zająć miejsce przy morzu. Cena za pobyt w tym terminie też była całkiem ludzka w porównaniu do lipca czy sierpnia. Obsługa w barze przy basenie sympatyczna, barman kojarzył mnie po dwóch dniach i wiedział, co zamawiam. Nie ma tu luksusów z marmurami, ale za to czuć, że właściciel dba o gości, a nie tylko wypycha kieszenie kasą w szczycie sezonu. Jak ktoś szuka spokojnego miejsca, żeby poleżeć z książką i nie przejmować się czy w pokoju działa zamek w drzwiach, to będzie zadowolony.
Tomasz R.
styczeń 2026
Wróciłem właśnie z tygodniowego wypadu na wschód Krety i muszę przyznać, że styczeń to całkiem spoko opcja, jak ktoś nie lubi tłumów. Zatrzymałem się w Agios Nikolaos w małym pensjonacie, płaciłem jakieś 25 euro za noc. Miasto jest prawie puste, więc można w spokoju łazić po górkach dookoła zatoki, co jest mega plusem, bo w lecie bym się tam ugotował. Widoki na morze z tych szlaków są obłędne i nikt mi nie wchodził w kadr. Jedzenie w tawernach jest tanie, gyros pita w okolicach 4-5 euro, więc portfel nie płacze. Co do minusów, to trzeba uważać na totalne pułapki. Wynająłem małego fiata na dwa dni i w wypożyczalni przy porcie próbowali mi wcisnąć obowiązkowe ubezpieczenie, które doliczało aż 15 euro dziennie do ceny, mimo że w ofercie online miało być full opcja. Nie dajcie się naciągnąć na "opłaty klimatyczne" w miejscach, które nie mają formalnego statusu hotelu – w jednym miejscu właściciel chciał ode mnie dodatkowe 3 euro za dobę, bo niby prąd dużo kosztuje w zimie, co jest śmieszne. Poza tym, w większości knajp doliczają za chleb i oliwki do rachunku, nawet jak o nie nie prosisz. Warto też pamiętać, że w zimie sporo miejsc jest pozamykanych na głucho, więc trzeba się żywić w lokalnych marketach, gdzie ceny są w porządku. Generalnie, jeśli lubisz dużo chodzić i masz w nosie leżenie na leżaku, wschód Krety poza sezonem daje radę. Tylko czytajcie dokładnie, za co płacicie, bo lubią dorzucić euro tu i tam, jak widzą turystę.
Aneta P.
kwiecień 2026
Jesteśmy tu z córką nastolatką w drugiej połowie maja. Hotel Madara wybrałam przez to, że nie jest to moloch przy samej plaży, więc liczyliśmy na trochę ciszy. I faktycznie, było całkiem przyjemnie. Pokój trafiliśmy na trzecim piętrze – był czysty, chociaż wykładzina pamięta swoje czasy, ale przynajmniej nie było czuć stęchlizny. Łazienka też przyzwoita, sprzątaczki zaglądały codziennie, wymieniały ręczniki bez proszenia. Jeśli chodzi o jedzenie, to wiadomo, szału nie ma, ale ciężko było wyjść głodnym. Córka się cieszyła, że zawsze były frytki i pizza, a ja miałam swoje sałatki i grillowane mięsa. W maju nie było jeszcze oblężenia, więc w restauracji nie trzeba było walczyć o stolik czy stać w ogromnych kolejkach, co pewnie w lipcu wygląda zupełnie inaczej. Z basenami też luz, leżaków było pod dostatkiem, nikt nie robił wyścigów o 6 rano z ręcznikiem, żeby zająć miejsce. Woda w basenie zewnętrznym była trochę chłodna, wiadomo, to dopiero wiosna, więc głównie siedziałyśmy przy tym krytym, a w słoneczne dni przechodziłyśmy na zewnątrz na leżaki poczytać książkę. Spacer do plaży zajmuje około 10-15 minut, idzie się lekko pod górkę, więc trzeba wziąć wygodne buty, bo w klapkach średnio się wraca. Ogólnie jestem zadowolona, bo cena była adekwatna do otrzymanego standardu. Brakowało mi może czajnika w pokoju, żeby zrobić kawę na balkonie, ale to drobiazg. Obsługa miła, nie naciągają na nic, za taką kasę jest uczciwie. Wrócilibyśmy tu pewnie znowu, zwłaszcza poza sezonem wakacyjnym, bo wtedy człowiek naprawdę wypoczywa bez tłumów.
Aneta P.
luty 2026
Wybraliśmy się do Sandy Beach w Golem w połowie stycznia, trochę w ciemno, bo szukaliśmy taniego miejsca na wyjazd z nastolatką, żeby zmienić otoczenie. Szczerze mówiąc, za taką cenę spodziewałam się czegoś znacznie gorszego, a tu miłe zaskoczenie. Pokój mieliśmy na trzecim piętrze, całkiem przestronny i co najważniejsze – czysty. Wielki plus za brak kurzu na listwach, bo mam na tym punkcie hopla, a w hotelach bywa z tym różnie. Łazienka też bez zarzutu, ręczniki wymieniane regularnie. Wiadomo, że zimą morze to tylko do patrzenia, więc leżaki były złożone w stosy, ale za to na plaży mieliśmy spokój i można było pospacerować bez tych wszystkich tłumów, które pewnie są tu w sezonie. W hotelu było ciepło, kaloryfery działały bez zarzutu, co przy naszym styczniowym wietrze było kluczowe. Śniadania poprawne, typowy bufet, kawa z ekspresu całkiem znośna. Córka siedziała głównie na wi-fi, które działało stabilnie, więc przynajmniej nie było marudzenia. Fakt, że poza hotelem w okolicy było trochę pusto i większość knajp zamknięta na głucho, ale nam to nie przeszkadzało, bo nastawiliśmy się na lenistwo. Jeśli chodzi o kolejki, to teraz w ogóle ich nie było, co przy moim temperamencie jest dużym plusem. Obsługa bardzo w porządku, nikt się nie narzucał, ale jak potrzebowałyśmy dodatkowych kapsułek z kawą do pokoju, to bez problemu donieśli. Za tę kasę naprawdę nie ma co narzekać, solidny standard bez żadnych dziwnych niespodzianek.
Marek i Ola
wrzesień 2025
Wróciliśmy właśnie z Grand Coba i szczerze mówiąc, jesteśmy bardzo zadowoleni. Wybraliśmy ten hotel na jesienny urlop we dwoje i był to strzał w dziesiątkę, mimo że baliśmy się, że będzie za dużo rodzin z dziećmi. Na szczęście teren jest tak wielki, że zawsze dało się znaleźć spokojny kąt przy basenie albo dojść na dalszą część plaży, gdzie nikt nie rzucał piłką nad głową. Spędziliśmy tu tydzień w październiku i pogoda była super, zero huraganów, tylko trochę przelotnych deszczy. Jedzenie w głównym bufecie bez szału, wiadomo, masówka, ale za to restauracje tematyczne, zwłaszcza meksykańska i brazylijska, były całkiem niezłe – tylko trzeba rezerwować z wyprzedzeniem w aplikacji. Najlepsze co nas spotkało, to spacery po całym kompleksie Bahia Principe, jest mnóstwo zieleni i ścieżek, więc nabiliśmy mnóstwo kroków. Obsługa jest przemiła, nie ma tego sztywnego zadęcia, o którym czytaliśmy w kilku innych miejscach w Akumal – barmani w lobby robią świetne drinki, a kelnerzy szybko ogarniają stoliki. Pokój mieliśmy odświeżony, codziennie czyściutko, ręczniki wymieniane. Fakt, że żeby dojść do samej plaży, trzeba wsiąść w hotelowego busa, bo piechotą z naszego budynku zajmowało to dobre 15 minut, ale te meleksy jeżdżą co chwilę, więc żaden problem. Jeśli szukacie miejsca, gdzie nikt nie patrzy na ręce i można się spokojnie zrelaksować z drinkiem w ręku, to śmiało można wbijać. My daliśmy 9/10 tylko przez to, że czasem trzeba było chwilę poczekać na miejsce przy barze w lobby wieczorami, ale to chyba standard w takich kolosach.
Ewa i Robert
sierpień 2025
Spędziliśmy z żoną tydzień w Famaguście w te wakacje i szczerze mówiąc, nasze odczucia są raczej mieszane. Zatrzymaliśmy się w hotelu przy wybrzeżu, nie był to żaden wielki resort, raczej coś średniej wielkości. Jeśli chodzi o plusy, to miasto ma niesamowity klimat. Spacerowanie po starym mieście, między ruinami katedry św. Mikołaja (obecnie meczet Lala Mustafy Paszy), to było coś, czego nie zapomnimy. Historia czuć tam na każdym kroku. Bardzo nam smakowało lokalne jedzenie, zwłaszcza w małych knajpkach kawałek od głównego deptaku – za obiad dla dwojga z winem płaciliśmy około 600-800 lirów, więc cenowo wychodziło przyzwoicie. Co do bezpieczeństwa, nie czuliśmy żadnego zagrożenia, wieczorami jest dość spokojnie. Zdecydowanym plusem był brak nachalnych animatorów, na których często trafialiśmy w innych miejscach – tutaj w hotelu panował spokój, nikt nie zmuszał nas do tańców w basenie. Natomiast minusy są spore. Po pierwsze, upał w lecie jest nie do zniesienia, zwłaszcza jak chce się zwiedzać w ciągu dnia. Plaża przy Varoshy robi wrażenie swoją historią, ale woda w sierpniu była strasznie gorąca, zero ochłody. Strasznie męczył nas hałas samochodów i ogólny gwar w centrum, trudno było znaleźć miejsce, gdzie można posiedzieć w ciszy przy kawie. Do tego infrastruktura miejscami mocno kuleje – chodniki bywają w opłakanym stanie, a przejście z hotelu do głównej ulicy z żoną w sandałach było wyzwaniem. Myśleliśmy, że będzie trochę bardziej klimatycznie i ciszej, a trafiliśmy na dość typowe, zatłoczone letnisko. Fajnie było zobaczyć to miasto, ale raczej nie czujemy potrzeby, żeby tam wracać w najbliższym czasie. Dla nas 6 na 10 to uczciwa ocena.
Marek i Ola
marzec 2026
Wróciliśmy właśnie z Golden Line w Złotych Piaskach i szczerze mówiąc, jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Wybraliśmy się w maju, więc nie było jeszcze tych wszystkich tłumów, które pewnie atakują w lipcu czy sierpniu. Dla nas to był strzał w dziesiątkę – spokojnie, bez dzieciaków krzyczących przy basenie, pełen luz. Hotel jest całkiem spory, ale nikt nie chodził za nami z wywieszonym jęzorem, obsługa na recepcji i w barze bardzo w porządku, po prostu normalni ludzie, bez tej sztucznej uprzejmości, którą czasem spotyka się w drogich kurortach. Pokój mieliśmy duży, z aneksem kuchennym, chociaż przy all inclusive w ogóle nie korzystaliśmy z gotowania. Jedzenie było smaczne, zawsze dało się znaleźć coś świeżego, a nie jakieś odgrzewane resztki. Na plażę jest kawałek spacerem, ale dla nas to był plus, bo przynajmniej człowiek trochę się przeszedł po całym dniu jedzenia. Wieczorami fajnie było wyjść na promenadę, chociaż wiadomo, w maju połowa knajp jeszcze się dopiero rozkręcała. Dajemy 9/10, bo za taką kasę dostaliśmy naprawdę wysoki standard, czysto, przyjemnie i bez żadnego zadęcia. Jak ktoś szuka miejsca na odpoczynek we dwoje w Bułgarii, to ten hotel jest naprawdę godny polecenia. Nie ma się do czego przyczepić, może poza tym, że kawa z automatu rano to był trochę słaby punkt, ale to chyba standard w takich hotelach.
Marek i Ola
czerwiec 2025
Pojechaliśmy z żoną do Jarosławca w połowie lipca, szukając czegoś na szybki reset. Wybraliśmy ofertę all inclusive w jednym z większych hoteli przy samej plaży, bo po trzydziestce człowiek już nie ma siły biegać za obiadami po smażalniach. Ogólnie oceniam to na 8/10, bo odpoczęliśmy, ale trzeba się nastawić na konkretny ścisk. Plaża w Jarosławcu jest specyficzna, bo jest sztucznie poszerzana – niby fajnie, dużo miejsca, biały piasek, ale ludzi w szczycie sezonu jest tam tyle, że dosłownie przechodzi się po ręcznikach sąsiadów. Jeśli chcecie leżeć w pierwszym rzędzie przy wodzie, to o 7 rano trzeba już lecieć z parawanem, bo inaczej nie ma szans. Nasz hotel był w porządku, obsługa bez zbędnego zadęcia, nikt nie robił problemów, że zamawiamy trzeciego drinka przed południem. Pokoje czyste, jedzenie standardowe hotelowe, bez szału, ale nikt głodny nie chodził. Spacery wzdłuż klifu to największy plus, wieczorami jest tam mega klimatycznie, zwłaszcza jak się weźmie własne winko i patrzy na zachód słońca. Nie podobało mi się tylko to, że w samym centrum miejscowości jest mnóstwo straganów z chińskim plastikiem i głośną muzyką z automatów do gier – trochę jak festyn sprzed 20 lat, co przy cenie hotelu słabo pasuje do klimatu chilloutu. Jak ktoś chce mieć spokój, to polecam trzymać się hotelowego basenu albo iść na spacer kawałek dalej w stronę mniej obleganych zejść. Czy wrócę? Pewnie tak, ale następnym razem spróbuję celować w czerwiec albo wrzesień, żeby uniknąć tych wszystkich parawanów i krzyczących dzieciaków, mimo że nasz hotel starał się utrzymać jakiś poziom. Za taką cenę spodziewałem się jednak troszkę mniej tłoku na głównej promenadzie.
Piotr K.
wrzesień 2025
W Obzor Beach Resort byłem pierwszy raz dekadę temu, jak tylko otworzyli te apartamentowce. Wtedy wszystko pachniało nowością, teraz widać, że meble trochę przeżyły, ale nadal wraca się tu z przyjemnością. Byliśmy we wrześniu, więc pogoda była idealna – trochę mniej ludzi na plaży niż w lipcu, a woda wciąż ciepła. Mieliśmy apartament z jedną sypialnią i widokiem na morze. To jest największy atut tego miejsca, bo budynki stoją praktycznie na piasku. Wstajesz rano, otwierasz okno i słyszysz szum fal, a nie dźwięk autostrady. Jeśli chodzi o standard, to nie jest to luksusowy hotel typu all inclusive, gdzie kelnerzy skaczą wokół ciebie, tylko raczej resort apartamentowy. Kuchnia w pokoju bardzo się przydaje, chociaż śniadania w głównej restauracji też dają radę – jajecznica, warzywa, typowa bułgarska feta, kawa z automatu. Ceny w barze przy basenie lekko podskoczyły od ostatniego mojego pobytu, piwo kosztuje teraz około 6-8 lewa, co przy obecnym kursie jest trochę odczuwalne, ale to standard w kurortach. Plaża przed obiektem jest sprzątana, leżaki płatne, ale można się rozłożyć obok na własnym ręczniku i nikt nie robi problemów. Doceniam to, że nie musieliśmy się bić o miejsce przy basenie, co we wrześniu jest ogromnym plusem. Obsługa w recepcji mówi dobrze po angielsku, nie było problemów z zameldowaniem, mimo że przyjechaliśmy przed 14:00. Owszem, przydałoby się odświeżyć niektóre sprzęty kuchenne, bo toster pamiętał chyba czasy mojego poprzedniego pobytu, ale to drobiazgi. Jak szukacie miejsca na spokojniejszy wypoczynek w Bułgarii, gdzie serio macie blisko do morza, to trudno o lepszą miejscówkę w tej okolicy.
Karolina M.
grudzień 2025
Wróciliśmy właśnie z tygodniowego pobytu w Royal Seginus. Wybraliśmy zimę, bo chcieliśmy uciec od polskiej szarugi i szczerze mówiąc, to był strzał w dziesiątkę. Hotel jest ogromny, ale wszystko w jednym budynku, co przy dwójce dzieciaków w styczniu jest mega wygodne, bo nie trzeba biegać po dworze w kurtkach. Jeśli chodzi o jedzenie, to nie ma się do czego przyczepić. Wybór na bufecie był ogromny, codziennie inne mięsa, ryby, a do tego stoisko z sushi, które nawet było smaczne. Dzieciaki żyły głównie frytkami i goframi, ale to standard u nas. Basen wewnętrzny z podgrzewaną wodą działał bez zarzutu, miejsce zawsze się znalazło nawet przy pełnym obłożeniu, co mnie pozytywnie zaskoczyło. Co do hałasu, to wieczorami bywało różnie. Pokój mieliśmy od strony głównej alei, więc jak zaczynały się animacje dla dzieci, to muzyka była słyszalna dość mocno aż do 22:00. Nam to jakoś specjalnie nie przeszkadzało, bo i tak młodzi po basenach padali jak zabici, ale jak ktoś liczy na absolutną ciszę od 20:00, to lepiej brać pokój z drugiej strony obiektu. Obsługa w restauracji reagowała szybko, stoliki sprzątane na bieżąco, nawet jak była największa kolejka. Ceny wycieczek z biura podróży wiadomo, trochę zawyżone, więc na własną rękę pojechaliśmy dolmuszem do centrum Antalyi zobaczyć Kaleici – warto, bo w styczniu jest tam luźno i przyjemnie. Ogólnie jesteśmy bardzo zadowoleni, 9/10 leci spokojnie, bo stosunek jakości do ceny w zimie naprawdę daje radę.
Tomasz R.
kwiecień 2026
Właśnie wróciłem z Catalonia Punta del Rey w Las Caletillas i muszę przyznać, że jak na budżetowy wyjazd w pojedynkę, to był strzał w dziesiątkę. Byłem tam wiosną, pogoda idealna, ani za gorąco, ani za zimno. Hotel położony jest bezpośrednio przy oceanie, więc widoki z tarasu robią robotę. Jako że sporo łażę, doceniam lokalizację – do centrum Santa Cruz jest kawałek, ale autobusy śmigają często, więc można tanio zwiedzić okolicę bez wypożyczania auta. Sam hotel wygląda trochę jak z lat 90., ale jest zadbany. Pokój miałem czysty, łóżko wygodne, chociaż przydałoby się lepsze wygłuszenie ścian, bo słyszałem sąsiadkę oglądającą telewizję. Teraz ważna kwestia dla tych co liczą każdy grosz: uważajcie na ukryte koszty. Wi-Fi w lobby jest darmowe, ale w pokoju już chcą dopłaty, co w dzisiejszych czasach jest trochę słabe. Do tego depozyt za ręcznik basenowy, który musisz wpłacić gotówką, więc lepiej mieć przy sobie kilka euro w drobnych na start. Jedzenie w bufecie całkiem spoko, dużo owoców morza i zawsze jakieś świeże warzywa, choć po trzech dniach śniadania zaczynają smakować tak samo. Obsługa w barze przy basenie bardzo w porządku, drinki w opcji all inclusive przyzwoite, nie leją samej wody z lodem. Jeśli nie oczekujesz luksusów z pięciu gwiazdek, a chcesz mieć solidną bazę wypadową w dobrej cenie, to Catalonia będzie ok. Ja spędziłem większość czasu na szlakach w okolicach Candelarii, więc hotel służył mi głównie do spania i wieczornego piwka. Jak na 9/10 oceniam bardzo wysoko, bo cena do jakości jest naprawdę uczciwa.
Piotr K.
lipiec 2025
W Victory Resort byliśmy już ładnych parę lat temu, jak jeszcze nazywał się trochę inaczej i był mniej oblegany. Szczerze mówiąc, jechałem z lekkim dystansem, bo wiadomo jak to teraz bywa z inflacją w Turcji – dużo hoteli tnie koszty. Ale tutaj muszę przyznać, że się pozytywnie zdziwiłem. Standard trzymają, a jedzenie nawet poprawili względem poprzedniej wizyty. Wybór na śniadaniach był tak duży, że przez tydzień nie zdążyłem spróbować wszystkiego, a jajecznica na szczęście nie smakowała jak proszek. Pokoje są czyste, sprzątaczki wchodziły codziennie, chociaż ręczniki nie zawsze były wymieniane w tempie ekspresowym, ale to raczej drobiazg. Co do plaży, to dojazd busikiem to zaledwie kilka minut, więc nie ma co marudzić, że nie jest przy samym wejściu do morza. Największy plus to obsługa w lobby barze – chłopaki uwijali się jak w ukropie, mimo że przy pełnym obłożeniu mieli ręce pełne roboty. Co mnie trochę irytowało, to walka o leżaki o siódmej rano, to klasyka gatunku, ale wkurza mimo wszystko. Jeśli szukacie miejsca, gdzie wszystko działa jak w zegarku i nie obiecujecie sobie luksusów rodem z Dubaju, to 9/10 jest w pełni zasłużone. Za tę cenę trudno po prostu znaleźć coś uczciwszego w Colakli. Widać, że hotel dba o to, żeby ludzie nie wyjeżdżali zawiedzeni, co w tych czasach wcale nie jest takie oczywiste. Pewnie wrócimy za rok, bo synowi bardzo przypadły do gustu zjeżdżalnie, a nam spokój ducha, że wiemy czego się spodziewać na miejscu.
Piotr K.
wrzesień 2025
Byliśmy w Egipcie dobrych kilka lat temu i szczerze mówiąc jechaliśmy tu z lekkim dystansem, bo wiadomo jak to bywa z opisami w katalogach. Wybraliśmy IL Mercato Splash Aqua Park głównie ze względu na dzieciaki i cenę, która wydawała się uczciwa jak na jesienny termin. Na miejscu miłe zaskoczenie. Hotel wygląda dokładnie tak jak na zdjęciach, a to w Egipcie wcale nie jest takie oczywiste. Pokoje czyste, klima działała bez zastrzeżeń, co przy naszym poprzednim pobycie w innym hotelu było loterią. Największym wygranym jest aquapark – zjeżdżalnie są zadbane, woda w basenach nie była lodowata, więc małe mogły szaleć godzinami. Jeśli chodzi o jedzenie, to nie ma co nastawiać się na gwiazdki Michelin, ale nikt głodny nie chodził. Kurczak, ryby, zawsze jakieś frytki i makarony dla dzieciaków, wybór warzyw też spoko. Obsługa nie była nachalna, co dla mnie osobiście jest ogromnym plusem, bo nie lubię jak ktoś stoi nad głową w czasie obiadu. Lokalizacja wewnątrz Il Mercato jest fajna, bo wieczorem można wyjść na spacer poza teren hotelu, zjeść lody czy pogapić się na ludzi, a nie siedzieć tylko w zamkniętym kompleksie. Oczywiście, jak ktoś chce szukać dziury w całym, to znajdzie – widać, że meble swoje lata mają, a w łazience przydałoby się chwilami trochę mocniejsze szorowanie fug, ale za tę cenę naprawdę nie ma co narzekać. Byliśmy w październiku, pogoda idealna – nie było tego morderczego upału, a woda w morzu wciąż bardzo przyjemna. Jak na hotel w tym standardzie, to naprawdę solidna dziewiątka. Jeśli szukacie czegoś bez zbędnego zadęcia, gdzie dzieciaki mają co robić, a Wy macie chwilę świętego spokoju na leżaku, to śmiało można wbijać.
Tomasz R.
wrzesień 2025
Właśnie wróciłem z Welcome Meridiana Resort w Midoun i muszę powiedzieć, że w swojej cenie był to strzał w dziesiątkę. Jestem typem, który woli wydać mniej na hotel, żeby mieć na łażenie po okolicy, więc ten wyjazd był dla mnie idealny. Jesień to super czas – słońce wciąż grzeje, ale nie ma już tego morderczego upału, więc codziennie robiłem sobie długie spacery w stronę latarni morskiej albo do centrum Midoun, żeby zobaczyć, jak żyją lokalsi. Co do samego hotelu: pokoje są proste, ale czyste. Jedzenie w all inclusive było w porządku, chociaż po tygodniu trochę się nudzi, ale głodny nie chodziłem. Teraz to, co mnie najbardziej wkurzyło, czyli ukryte dopłaty. Standardowo w recepcji próbują wcisnąć lepszy widok na morze za dodatkowe 20 euro, omijajcie to szerokim łukiem, bo z większości pokoi i tak widać tylko krzaki. Do tego trzeba pilnować ręczników basenowych – kaucja jest zwrotna, ale o tym, że można je wymienić tylko raz na dwa dni, dowiedziałem się z własnego doświadczenia, bo nikt mnie nie poinformował przy zameldowaniu. Jeśli ktoś lubi siedzieć tylko w hotelu, może być trochę zawiedziony brakiem luksusów, ale jak planujesz dużo zwiedzać i potrzebujesz bazy wypadowej, to w tych pieniądzach ciężko o coś lepszego na Dżerbie. Obsługa jest całkiem spoko, jak dajesz skromne napiwki, to wycieczki i taksówki organizują w minutę. Generalnie 9/10, bo stosunek jakości do ceny naprawdę uczciwy, pomimo tych małych prób naciągania.